Wiola Piwowarska

AmbasadorkaSpołeczniczka i animatorka

Społeczniczka i animatorka z ponad 10-letnim doświadczeniem, założycielka i prezeska Fundacji PasjoDzielnia w Wiązownicy- Kolonii. Wraz z zespołem kobiet zorganizowała już ponad 450 wydarzeń i warsztatów. Absolwentka Szkoły Liderów PAFW, Szkoły Trenerów Przywództwa oraz Szkoły Rzecznictwa SPLOT. Doradczyni w Świętokrzyskim Ośrodku Wsparcia Ekonomii Społecznej i Ambasadorka programu Zakorzenione. Laureatka tytułu Liderki Równości 2023 województwa świętokrzyskiego.

Wiola piwowarska

Wolę wprowadzać zmiany w głowach kilkunastu osób zamiast przeznaczać czas dla sprawy odległych i nierealnych.

W jakich okolicznościach zaczęła się Twoja działalność społeczna?

Nie jestem społecznicą od urodzenia. Pierwsze działania zaczęły się kilkanaście lat temu w lokalnej organizacji, którą utworzyłam wraz mężem Jackiem (sołtys Wiązownicy-Kolonii) i kilkunastoma osobami. Zaangażowanie nasiliło się w momencie, gdy okazało się, że większość spraw związanych z tworzeniem treści w mediach społecznościowych spadło na barki Jacka. Chciałam go wyręczyć z części obowiązków. Po jakimś czasie doszły kolejne działania, współorganizacja wydarzeń, ich prowadzenie. Zaczęłam również jeździć na szkolenia, by podnosić swoją wiedzę na temat trzeciego sektora. Poznawałam tam osoby z różnych części kraju, działające w różnych organizacjach i wciągnęłam się na maksa w działalność społeczną.

Co było dalej?

Po kilku latach przyszło wypalenie. Doszłam do wniosku, że nie chcę całego swojego wolnego czasu poświęcać na organizację wydarzeń typu festyn czy rajd rowerowy i działać tylko dla stałej grupy mieszkańców. Musiałam zmienić miejsce i grupę docelową. I tak zrodził się pomysł na powołanie na swoim podwórku Fundacji PasjoDzielnia, która kieruje swoje działania do kobiet, liderek i liderów społecznych oraz osób mających pasję. O swoim pomyśle powiedziałam Gosi Skwarzec, którą poznałam, działając społecznie w Stowarzyszeniu Dolina Kacanki. Gosia powiedziała, że też potrzebuje zmiany i chce tworzyć PasjoDzielnię ze mną. Nie miałyśmy pojęcia, czy to wypali, czy nie. Ale potrzebowałyśmy tego dla samych siebie.

Wypaliło?

Początki były trudne. Zaczynałyśmy w czasie pandemii COVID-19. Obostrzenia zakazywały spotkań w miejscach publicznych w grupie większej niż sześć osób. Prowadziłyśmy więc praktykę jogi online. Gdy obostrzenia były mniej restrykcyjne, zaczęłyśmy spotykać się na naszym podwórku, pod starą gruszą, na zajęciach jogi na trawie, połączonych z pokazami Wiejskiego Kina Kobiet. Początkowo naszą salą kinową była szopa, z biegiem czasu kino przeniosło się do stodoły, gdzie mogłyśmy ugościć więcej osób. Na pokazach wyświetlałyśmy filmy dotyczące sytuacji kobiet w różnych częściach globu. Większość dziewczyn, które wtedy przychodziły, dziś są naszymi wolontariuszkami. Informacja o PasjoDzielni rozchodziła się pocztą pantoflową dość szybko. Uczestniczki spotkań podkreślały, że jest to miejsce otwarte, przyjazne, niezależne od władz i bardzo klimatyczne, i każdy czuje się tu jak u siebie. I to jest chyba nasz największy atut.

Kto raz przyszedł, już został?

Tak. Udało nam się stworzyć grupę świetnie rozumiejących się wolontariuszek. Osób, które chcą uczestniczyć w naszych wydarzeniach, a jednocześnie jeśli mają akurat czas i przestrzeń, to chętnie same angażują się w ich przygotowanie. Same zostają po wydarzeniu, żeby pomóc w sprzątaniu albo przynoszą poczęstunek, nalewki, wypieki, przetwory. Na początku było to dla mnie duże zaskoczenie. Przez lata działałam dla grupy, która przeważnie była nastawiona na branie, rzadziej na dawanie. A tu całkowicie odwrotnie! To miła odmiana.

WhatsApp Image 2025 12 17 at 18.30.03 kopia

Jak docierać do takich osób? Jak zapraszać na wydarzenia?

W PasjoDzielni kierujemy nasze działania do kobiet, które są na takim etapie w życiu, że chcą zainwestować w siebie, w swój rozwój, chcą być wsparciem dla innych. Tu nie musimy nikogo namawiać, dziewczyny same zgłaszają się na wydarzenia, zapisując się pod postami. I to jest super. Jeśli chodzi o działania w ramach programu „Zakorzenione”, to wyglądało to inaczej, bo też grupa, do której musiałyśmy dotrzeć, była inna. Miały to być kobiety, które dotychczas były nieaktywne, ale mają potencjał do tego, by włączyć się w działania na rzecz środowiska i przyrody, i wprowadzać zmiany na poziomie swojej rodziny, gospodarstwa, więc to całkiem inna grupa. Tu pomocne były nasze liderki. Niemal każda z moich 10 liderek, które miałam przyjemność wspierać, jest z innej miejscowości, a nawet gminy. Rekrutowanie nowych osób, które chcą przyjechać na ekowarsztaty, w takich realiach nie jest łatwe. Zdarzały się sytuacje, że liderki zapraszały kogoś na wydarzenie, kto obiecywał, że się pojawi, a w dniu wydarzenia udawał, że nie było tematu. To mocno podcina skrzydła. Wyobraź sobie sytuację: możesz zaprosić na wydarzenie sześć kobiet, zapraszasz je, wszystkie potwierdzają obecność, ale żadna się nie pojawia. Takie doświadczenia dla początkujących liderek nie były łatwe. Natomiast rozumiem te mechanizmy – gdy chcesz wybrać się na wydarzenie, które potrwa trzy godziny, a mieszkasz 70 km od miejsca, gdzie się ono odbędzie, to w praktyce musisz wyrwać się z domu na 5–6 godzin (to pół dnia). Zostawić dom, obowiązki i jeszcze takie wypady nie są dla Ciebie czymś naturalnym… Wiem, że to może zniechęcać. Na szczęście w organizacji wydarzeń z projektu „Zakorzenione” wspierałyśmy się również kobietami, które znają PasjoDzielnię, więc frekwencja na wydarzeniach ostatecznie była optymalna.

Dlaczego zgłosiłaś się do programu “Zakorzenione”?

Od samego początku istnienia PasjoDzielni nasze działania krążyły wokół ekologii, ochrony środowiska. Ma na to pewnie wpływ fakt, że z wykształcenia jestem magistrem ochrony środowiska, ale również to, że żyjąc na wsi, mam bardzo duży kontakt z naturą i szacunek do niej. W Fundacji PasjoDzielnia realizujemy działania, które bazują na kontakcie z naturą: np. survivale dla kobiet, zjazdy błotne dla mam i dzieci, zajęcia z jogi na trawie, tworzenie naturalnych kosmetyków etc. Od pięciu lat nie używamy plastikowych naczyń, a podczas większych wydarzeń – takich jak przeglądy filmowe – uczestnicy i uczestniczki przynoszą ze sobą swoje miski i kubki. Ekodziałania są dla nas normalnością i są z nami spójne. Dołączenie do „Zakorzenionych” było więc niejako kolejnym krokiem do ekoprzygody.

Widzisz siebie w przyszłości pracującą z takimi osobami i wspierającą je w rozwoju?

Jak najbardziej. Od grudnia 2024 roku pracuję jako doradczyni kluczowa w Świętokrzyskim Ośrodku Wsparcia Ekonomii Społecznej. Moja praca w dużej mierze to pomoc grupom nieformalnym w sformalizowaniu się, czyli założeniu (fundacji, stowarzyszenia, KGW). PasjoDzielnia daje mi wiele doświadczeń (zorganizowaliśmy już ponad 450 wydarzeń), którymi z chęcią się dzielę. Mam pokaźną sieć kontaktów, które pomagają przy „sieciowaniu” osób z podobnymi potrzebami lub pomysłami, i w ten sposób pomagam, doradzam. Choć na początku zakładania organizacji nie jest kolorowo. Podam przykład: zgłaszają się trzy pełne pasji dziewczyny, które chcą założyć KGW. Widzę ich zapał. Wciągają inne kobiety w liczbie około 50! Są podekscytowane, że tak łatwo poszło. Tworzą grupę na Facebooku, organizują pierwsze wydarzenie, na które zapisuje się 40 osób, ale przychodzi sześć, a na kolejne przychodzi pięć. Po jakimś czasie piszą do mnie, że nie mają już siły wyciągać ludzi z domu i że straciły zapał. Tłumaczę im wtedy, że przyzwyczajenie ludzi do wychodzenia z domu i brania udziału w różnych aktywnościach to proces. Kluczowa jest zmiana sposobu myślenia u tych osób, muszą wypracować w sobie potrzebę wyjścia z domu. Jeśli jej nie wypracują, my możemy ich wyciągać raz i drugi, ale jeśli chcemy, by to miało sens, ludzie sami muszą czuć w sobie potrzebę wyjścia, brania udziału w czymś, włączenia się w aktywności. Drugim ważnym aspektem jest różnorodność działań. Ludzie są różni, interesują ich różne aktywności, więc organizacja chcąca kierować działania skierowane do szerokiej grupy, powinna też brać pod uwagę spektrum różnorodnych działań. Kiedy zakładałyśmy PasjoDzielnię, ważne było dla nas oferowanie różnych działań: począwszy od warsztatów rękodzielniczych, przez masaże, aż do spotkania z psycholożką. Jeśli ktoś nie jest gotowy na warsztaty z psycholożką, to przyjdzie na warsztaty rękodzielnicze lub tym podobne. Ważne, żeby trafić do jak najszerszej grupy kobiet i dać im pretekst do wyjścia z domu. Ważne jest też to, by słuchać.

Wasze działania koncentrują się na zastanej przestrzeni. To piękna okolica, która nie wymagała żadnej nowej infrastruktury. Jak doszłyście do wniosku, by wykorzystać ten bardzo naturalny potencjał miejsca, w którym żyjecie?

To było nasze podstawowe założenie. Byliśmy młodą organizacją z 1000 zł funduszu założycielskiego na koncie. Na dodatek miałam Blankę, małe dziecko. Wiedziałam, że jeśli mam się poświęcać i działać społecznie, to tylko na swoich zasadach i z nią przy boku. Można powiedzieć, że naszym pierwszym działaniem było posprzątanie szopy, do której miałyśmy zapraszać kobiety. Potem, gdy kobiet przychodziło więcej, postanowiłyśmy posprzątać stodołę. Przestrzeń naszych działań rozszerzała się w sposób naturalny i spontaniczny. Nie obyło się też bez remontów (cała więźba stodoły i zadaszenie, wylewki – to wszystko dzięki zrzutkom i wsparciu przychylnych nam ludzi). Kiedy zaczęłyśmy organizować takie wydarzenia jak survivale dla mam i dzieci, było oczywiste, że będziemy korzystać z okolicznych zasobów natury. Organizowałyśmy wyprawy po różnych ekosystemach: łąkach, lasach, jeziorach. Dzieci robiły po powrocie „lasy w słoiku”, wkładając do nich to, co zebrały podczas wypraw. Dużo naszych działań było też bardzo spontanicznych. Wiecie jak powstała zjeżdżalnia błotna? Coś, co od czterech lat przyciąga do nas ludzi z całego kraju? Któregoś dnia przyszła do nas sąsiadka Natalia z trójką dzieci. Chciałyśmy pogadać, więc mówię: „Natalia, wykopmy dzieciom dół i zalejmy go wodą, dzieci zajmą się sobą, a my będziemy miały chwilę spokoju”. I to był strzał w dziesiątkę! Z czasem okazało się, że ludzie bardzo chcą posyłać dzieci do tego typu zabaw, ale jak masz całe podwórko wyścielone kostką, to nie bardzo jest jak. A nasze siedlisko jest dość dziewicze i idealne do korzystania z tego, co dała nam natura. Możemy organizować zjazdy błotne (teraz zjeżdżalnia ma 17 metrów długości), zabawy w kuchni błotnej, mamy też całą strefę zabaw w naturze.

WhatsApp Image 2025 12 17 at 18.30.03 kopia

Da się działać bez funduszy?

Jeśli coś ma się zadziać, to się zadzieje, nawet jeśli uczestnicy nie będą mieć dachu nad głowami. Niektórym się wydaje, że najpierw trzeba postawić budynek albo wydać pół miliona złotych, żeby przygotować teren, a potem na pewno zaczną się tam zbierać ludzie. A to zupełnie nie tak! Przykładem może być co druga miejscowość, która ma świetlicę, OSP. Ale nic się w niej nie dzieje poza godzinami, w których dyżuruje ktoś, kto jej pilnuje. Poza tym nie ma sensu wydawać pieniędzy, jeśli nie zbadamy oczekiwań społecznych, a tylko zgadujemy.

A co z tradycjami? Ważne jest dla Ciebie odwoływanie się do nich?

Tak, ale obok siebie mam Jacka, który ma na punkcie tradycji bzika, więc jestem osobą, która ciągnie w drugą stronę. Puszczanie wianków, spotkanie na powitanie wiosny, wigilijne spotkanie opłatkowe dla zespołu – tak, jak najbardziej. Ale moim konikiem jest przede wszystkim wzmacnianie kobiet w różnych aspektach.

Wielką siłą programu “Zakorzenione” jest to, jak bardzo różne jesteście w podejściu do tych samych spraw. Każda z Was czerpie siłę z innego źródła. Dla jednej to będzie wiara, dla innej rodzina. Ty mówisz o wewnętrznej sile.

Organizuję w PasjoDzielni takie, a nie inne warsztaty, nie naginając się przy tym do żadnego trendu. Nie patrzę na mody, a bazuję wyłącznie na potrzebach naszych odbiorczyń i na tym, co jest dla nas jako dla zespołu istotne. Potrzeba działania wokół spraw związanych z ekologią to coś, co jest bardzo spójne z moimi zainteresowaniami i pasjami oraz przekonaniami naszego Pasjo-zespołu.

Porozmawiajmy o budowaniu porozumienia ponad podziałami. Czy jest to możliwe na poziomie ekologii i ochrony przyrody?

Moje doświadczenie mówi, że tak. Wśród naszych stałych bywalczyń są dziewczyny o różnych światopoglądach, z różnym bagażem życiowym, mieszkające zarówno na wsiach, jak i w małych miasteczkach. Zależy nam na tym, aby każda z nich śmiało zabierała głos w ważnych dla siebie sprawach, nie wstydziła się swoich poglądów oraz nie oceniała drugiej osoby przez ich pryzmat. Ekologia i ochrona przyrody to zagadnienia, które bardziej łączą niż dzielą, i skłaniają do głębszych refleksji. Natomiast jeśli chodzi o budowanie porozumień na stopie fundacja – polityka, to nie są nam one do niczego potrzebne.

WhatsApp Image 2025 12 17 at 18.30.03

Skoro jesteśmy przy polityce – sferą Twoich zainteresowań są lokalność i codzienność. A co z potrzebą systemowych zmian?

Polityka nie leży w kręgu moich zainteresowań. Nie jestem osobą, która unosi się, słysząc decyzje jednej czy drugiej władzy. Żyję tu i teraz, a ciśnienie mogą podnosić mi sprawy, na które mam bezpośredni wpływ. Jeśli mam działać na rzecz ekologii, to tylko oddolnie. Wolę wprowadzać zmiany w głowach kilkunastu osób, zamiast przeznaczać czas dla spraw odległych i nierealnych. Jednocześnie uważam, że jako przedstawicielka PasjoDzielni nie jestem przedstawicielką wszystkich kobiet mieszkających na wsi. Kobiety są różne, mają różne potrzeby, wiem o tym, bo rozmawiam z nimi na co dzień. Mówię wyłącznie w swoim imieniu. Nikomu niczego nie narzucam, a osoby, które ze mną obcują, same muszą odnaleźć swój punkt widzenia i wypracować zdanie na jakiś temat. Dotyczy to wszystkich aspektów, również tych związanych z ochroną środowiska.

Z którego działania przeprowadzonego w ramach programu “Zakorzenione” jesteś najbardziej zadowolona?

Odpowiadam bez chwili wahania: najbardziej „moje” były działania związane z wymianą ubrań. Ponad 80 kg ciuchów znalazło wtedy nowe domy, a wiele osób zrozumiało, że wyrzucanie dobrych ubrań nie jest fajne, o wiele lepiej dać im drugie życie. Wymienię też kilka innych inicjatyw: przerabianie starych ubrań na legowiska dla psów albo drapaki dla kotów, robienie lalek motanek, a także zjazdy błotne. Był też inspiracyjne wydarzenia, jak pokaz slajdów, podczas którego uczestniczki pokazywały, co można zrobić ze starej doniczki, opon i innych tego typu odpadów.

Powiedz jeszcze o planach na przyszłość: co pilnego masz do zrealizowania? I jak widzisz swoją wieś za dekadę?

Ciągle mam w głowie wykład w ramach „Zakorzenionych” o wilkach, który poprowadziła Anna Maziuk (autorka książki „Instynkt”) i to, jak przekonać ludzi, żeby tak się ich nie bali. Tylko, że na takie działania brakuje mi czasu i przestrzeni. Robię, co mogę, w prywatnych rozmowach staram się uświadamiać ludzi. A jeśli chodzi o przyszłość wsi… skupiam się na wpływie, jaki mam na najbliższe otoczenie. Nie żyję życiem innych ludzi. Interesuje mnie przede wszystkim to, co mnie otacza. Chcę, żeby fundacja nadal się rozwijała i wspierała kobiety, i osoby liderskie, bo inwestycja w rozwój człowieka to najlepsza inwestycja.

Rozmawiały: Natalia Borkowska, Monika Roszak, Marta Smejda, Monika Szewczyk-Wittek

Może Cię zainteresować...

Warsztaty w Smerdynie. Naturalne rozwiązania i rozmowy o lokalnym środowisku

Czytaj więcej

Spotkanie liderek programu Zakorzenione w Pasjodzielni

Czytaj więcej

Zakorzenione w Naturze – siła kobiet, siła przyrody

Czytaj więcej