Iwona Orłowska

AmbasadorkaAnimatorka kultury i edukatorka cyfrowa

Z wykształcenia ekonomistka, z pasji – animatorka kultury i edukatorka cyfrowa, a także absolwentka Programu Liderskiego PAFW. Od 14 lat kieruje Gminnym Ośrodkiem Kultury w Krypnie, gdzie z sukcesem realizuje projekty angażujące mieszkańców i promujące region. Jest członkiem Rady LGD Stowarzyszenia N.A.R.E.W. i przewodniczącą Rady Kobiet Powiatu Monieckiego. Jej hobby to ogrodnictwo i rękodzieło.

Iwona orlowska

Są wśród moich liderek dziewczyny, które żalą się, że do tej pory nikt ich nie słuchał. tymczasem proste słowa wsparcia potrafią dać prawdziwego kopa do działania.

Skąd wzięła się Twoja praca społeczna?

Od 14 lat pracuję w ośrodku kultury w Krypnie, gdzie prowadzę działalność kulturotwórczą. Jestem zapraszana do projektów kulturalnych, niektóre sama inicjuję. W międzyczasie pojawiły się również działania społeczne, przede wszystkim związane z ochroną środowiska naturalnego, dlatego, że rozpoczęłam współpracę edukacyjną z parkami narodowymi: Narwiańskim i Biebrzańskim. Śledzę działania nadleśnictwa, organizowane przez nie warsztaty, i to co tam podpatrzę, przenoszę na grunt swoich własnych aktywności z młodzieżą.

Od zawsze mieszkałaś na wsi?

Pochodzę z Białegostoku. Wychowałam się w mieście, tam ukończyłam szkoły i studia. Na wsi, w Krypnie Kościelnym na Podlasiu zamieszkałam 25 lat temu. Moje początki były ciche, nieśmiało włączałam się w życie wsi. Na przykład gdy ktoś mnie poprosił o opielenie warzywnika, nie bardzo wiedziałam, które to warzywo, a które chwast. Dziś mam duży ogród warzywny, sad i kwiaty. Razem z mężem stworzyliśmy niedaleko domu naszą „oazę spokoju” – mały staw retencyjny z dużą ilością roślinności i miejscem do wypoczynku.

Jesteś samoukiem?

Na początku pestycydy szły jak leci. Nie będę ukrywała, że w ogrodzie działałam po linii najmniejszego oporu. Potem zaczęłam się dokształcać, głównie w Internecie. Poznałam m.in. pszczelarza, który zorganizował w naszej wsi spotkanie. Tłumaczył, dlaczego tak ważne z punktu widzenia pszczół jest to, żebyśmy nie stosowali w ogrodach chemii. To mi otworzyło oczy, zmieniłam nastawienie, dziś stosuję tylko środki naturalne. Program „Zakorzenione” pojawił się chyba w najlepszym możliwym momencie, gdy ciągle jeszcze uświadamiałam sobie, jak niewiele wiem. Skoro jednak mam robić coś dla innych, to będę musiała sama się najpierw wszystkiego nauczyć. Zgłosiłam się, a gdy dostałam informację, że jestem przyjęta, to się przeraziłam. Pomyślałam, że inne dziewczyny z programu „Zakorzenione” na pewno działają w poważnych organizacjach ekologicznych i mają fachową wiedzę, ale podjęłam wyzwanie. Chciałabym działać w programie jak najdłużej, namawiać kolejne dziewczyny do przyłączania się.

Nasze działania kierowane są przede wszystkim do kobiet, a Ty wspomniałaś, że wcześniej pracowałaś głównie z młodzieżą. Jak się czujesz z tą zmianą?

Miałam kontakt z dziećmi i młodzieżą, a więc również z ich rodzicami. Często słyszałam od mam, że brakuje aktywności skierowanych do nich. Rzeczywiście, dom kultury ma przypiętą łatkę, że to, co robimy, jest albo dla dzieci, albo dla seniorów. Nie ma oferty dla przedziału wiekowego osób dorosłych. To dlatego postanowiłam włączyć w nasze działania ludzi spoza sektora kulturalnego. W grupie liderek są moje pracowniczki, ale nie tylko, są panie z urzędu gminy, z koła gospodyń, rolniczki. Co dla mnie ważne, są też dwie osoby spoza naszej gminy. Obserwowałam ich działalność od dłuższego czasu i bardzo mi zależało na współpracy. Jedna z nich pracuje w Narwiańskim Parku Narodowym, jest też sołtyską i działa w OSP. Druga prowadzi samodzielne warsztaty i niedawno została dyrektorką Gminnego Ośrodka Kultury. Kto wie, może także jej działania w naszym programie zostały zauważone?

WhatsApp Image 2025 12 17 at 18.17.29 kopia

W ramach programu “Zakorzenione” prowadzisz działania prośrodowiskowe. Zbudowałaś też sieć kobiet-liderek, które wspierają Cię w aktywnościach, ale też prowadzą własne projekty i inicjatywy. Jak to się stało, że te kobiety za Tobą poszły?

W ubiegłym roku nasze liderki były jeszcze dość nieśmiałe – robiły to, o co się je poprosiło, ale rzadko wychodziły z własną inicjatywą. Teraz to one stają się organizatorkami swoich lokalnych projektów. Korzystam z każdej możliwej okazji zainteresowania innych tym, co robimy. Zaczepiam ludzi w sklepie. Proszę księdza, by wspomniał o nas podczas ogłoszeń duszpasterskich. W małych społecznościach docieranie do innych z komunikatem jest prostsze niż w mieście. Każdy każdego zna, są wspólni znajomi. Za sprawą naszych liderek próbujemy więc angażować nowe osoby.

Skąd czerpiesz pomysły na działanie i na ile są one reakcją na lokalne potrzeby?

Na początku naszej pracy przeprowadziłyśmy diagnozę potrzeb mieszkańców. Wróciło do nas bodaj 65 ankiet. Głównym problemem okazała się permanentna susza. Sporo było też zgłoszeń o niedostatecznej wiedzy na temat prawidłowego segregowania odpadów. To akurat wydało mi się w dzisiejszych czasach absurdem. Tymczasem okazało się, że mieszkańcy wciąż nie mają pojęcia, czym jest PSZOK, czyli Punkt Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych, i gdzie się mieści. Dopiero po zmianie jego lokalizacji, gdy znalazł się bliżej centrum gminy, ruch się zwiększył. Wiem to, bo widzę go z okien GOK-u. Trzecia sprawa to nadmierny konsumpcjonizm. Inspiracja do zorganizowania warsztatów na ten temat przyszła w zaskakujący sposób. Zobaczyłam kiedyś na nogach koleżanki nietypowy buty. „Od kiedy ta firma haftuje kwiatki na trampkach?” – zapytałam. A ona na to, że to robota koleżanki. „Miałam dziurę, szkoda było mi je wyrzucać, a mam koleżankę Agatę, która naprawia takie rzeczy, przetwarza je”. Buty były naprawdę piękne, więc namówiłam tę Agatę, żeby do nas przyszła. I nasze panie przez półtorej godziny przerabiały stare T-shirty na torby. Częściowo za pomocą nożyczek, metodą wiązania supełków, częściowo na maszynach. Komentarze były takie, że gdyby panie miały większą wiedzę na ten temat, to na pewno nie wyrzucałyby aż tylu ubrań.

Czy widzisz jakąś zmianę wśród mieszkańców wsi? Czy Wasze działania otworzyły ich na rozmowy na temat ochrony przyrody?

Nie poruszałyśmy do tej pory tematów polaryzujących, takich, które mogłyby nastawić ludzi do nas negatywnie. Nasze spotkania dotyczyły na razie drobnych działań pojedynczych osób, które mogą przełożyć się na większą zmianę. Informacja zwrotna jest bardzo pozytywna. Słyszymy, że zorganizowana przez nas akcja wymiany ubrań KopCiuszek była bardzo fajna. Akcję KopCiuszek zainicjowała Beata – jedna z liderek. Polegała ona na społecznej wymianie odzieży. Każdy mógł przynieść ubrania w dobrym stanie do oddania lub sprzedaży za symboliczną opłatę. Co ciekawe, pani starosta przywiozła całą walizkę ubrań, a dochód z ich sprzedaży przekazała nam na cel charytatywny. Podczas tego spotkania zorganizowałyśmy także lumpeksowy pokaz mody, w rolę modelek wcieliły się m.in. dyrektorka biblioteki i starosta. Z kolei koło gospodyń odzwyczaiło się od używania plastikowych naczyń. To wszystko namacalne zmiany. Na te bardziej spektakularne musimy chyba jeszcze poczekać, ale z rozmów choćby z przedstawicielami Nadleśnictwa Knyszyn wiem, że również dużej instytucji poruszanie trudnych tematów nie przychodzi łatwo. Jesteśmy wsią, gdzie stosowanie środków ochrony roślin jest powszechne, z dnia na dzień nie zrobimy rewolucji. Nie będzie tak, że nagle wszyscy przerzucą się na rolnictwo ekologiczne. Ważne są także drobne zmiany naszych nawyków, które powinny się w nas głęboko zakorzenić. Nasze dzieci nie będą powtarzały naszych słów, tylko nasze zachowania.

WhatsApp Image 2025 12 17 at 18.17.28

Mówisz o trudnych tematach. Trudnych, bo wymagających od ludzi zmiany sposobu życia, wypracowania innych zachowań niż dotychczasowe. Nie wszyscy są na to gotowi. Jak zabiegać o tych niegotowych, nieprzekonanych do konieczności zmiany?

Wiedza o tym, że nie powinno się stosować chemicznych środków ochrony roślin, jest wśród ludzi powszechna. Tylko że ona kończy się na stwierdzeniu, że to nieekologiczne. Nie kryją się za tym żadne konkretne informacje. Tymczasem konieczne są konkrety, pokazywanie na przykładach innych metod, które są równie skuteczne. Gościliśmy ostatnio panią, która opowiadała o kompostownikach. Do tej pory wszystkim z nas wydawało się, że co to za problem założyć kompostownik. Każdy to potrafi. Idziesz do marketu budowlanego, kupujesz kawał plastiku i ziemię, wsypujesz i masz. Ale okazało się, że to nie tak do końca. Pani przyniosła na spotkanie trzy słoiki z ziemią, w pierwszym była z supermarketu, w drugim – zwykła ogrodowa, w trzecim – z kompostownika. Pokazywała, czym ta ziemia różni się od innej, opowiadała o jej walorach na przykładach plonów z własnego ogródka. Pytacie, jak przekonywać? – właśnie tak! W zajmujący, wciągający sposób, w terenie, na namacalnych przykładach.

Jak wygląda Twoja współpraca z samorządem?

W ubiegłym roku braliśmy udział w pisaniu strategii gminy Krypno. Wspólnie wypracowaliśmy wizję gminy, w której pojawiły się określenia dotyczące czystości środowiska i dbających o nie mieszkańców. To była nasza inicjatywa, a wójt chętnie ją poparł. Jemu też zależy na tych wartościach.

Jak radzisz sobie z podziałami w społeczeństwie? Nieważne, gdzie mieszkamy, wszystkim jest współcześnie coraz trudniej dogadać się z drugim człowiekiem. Dzielą polityka, poglądy na wiele spraw. Jak w takich realiach skutecznie działać?

Sama chciałabym to wiedzieć. Wydaje mi się, że trzeba robić swoje, nie oglądając się na to, czy komuś się to podoba, czy nie. Robić merytoryczną pracę i nie liczyć na to, że ludzie będą nam klaskać i gratulować.

Skąd więc czerpiesz siłę do działania na rzecz innych?

To w dużej mierze moja własna potrzeba. Choć wszystkim zwykle wydaje się, że społecznicy pracują na rzecz innych, w rzeczywistości dużo robią dla siebie. Jestem chłonna wiedzy, mam ogród, chcę się dowiadywać, jak w dobry sposób w nim pracować. Potem mogę tę wiedzę przekazywać innym. Spotykam się z fantastycznymi osobami, choćby w Powiatowej Radzie Kobiet, i sama chciałabym w takie grono wnieść coś wartościowego. Nie szukam sławy ani poklasku, zależy mi raczej na angażowaniu osób, które do tej pory unikały aktywności społecznej. Gdy otoczenie zaczyna dostrzegać ich działania, czują się wzmocnione. Poza tym mam dwóch synów, już dorosłych, dwudziestokilkulatków. Obaj mówią, że nie chcą tu żyć, planują się wyprowadzić, przynajmniej na razie, bo wiele osób w późniejszym etapie życia postanawia wrócić w rodzinne strony. I mnie, i wszystkim innym zależy, byśmy żyli w miejscu, które jest czyste, zdrowe i przyjazne.

Patriotyzm lokalny jest więc ważnym czynnikiem?

Nie każdy musi chcieć intensywnie działać na rzecz naszej wsi, ale ważne jest, żeby nie zostawiać jej kolejnym pokoleniom w stanie gorszym, niż sami ją zastaliśmy. Żeby chociaż nie szkodzić. Na pewno preferujemy działanie z lokalnymi firmami i organizacjami, z ludźmi z okolicy. To o wiele lepsze niż zapraszanie kogoś z daleka. Poza tym staramy się upiększać nasze otoczenie. Gdy tylko widzimy jakiś kawałek wspólnej ziemi, którym można się zająć, to zbieramy grupę i to robimy. Nie jedziemy na drugi koniec Polski, tylko pracujemy u siebie. Ludzie wciąż czują przynależność do miejsca. Żyjemy na co dzień w naprawdę pięknej okolicy, blisko natury i dzięki tego typu działaniom częściej to sobie przypominamy.

Wspomniałaś o wzmacnianiu kobiet – na czym ono polega?

Pewna pani opowiadała mi, że po wstąpieniu do koła gospodyń poczuła się wolna, jakby dostała skrzydeł. Zrozumiała, jak wiele jest w stanie zdziałać, bo czasem wystarczy jedno dobre słowo, prosty komplement. Wśród nas jest dużo kobiet, które mają ogromny potencjał, charyzmę, talenty, których same nie dostrzegają. Nigdy nie słyszą, że coś fajnie wymyśliły albo że ich pomysł był świetny. Są wśród moich liderek dziewczyny, które żalą się, że do tej pory nikt ich nie słuchał. Gdy dzieliły się na jakimś zebraniu swoim pomysłem, były odsuwane na bok, ignorowane. Tymczasem proste słowa wsparcia potrafią dać prawdziwego kopa do działania. Ja też kiedyś je usłyszałam i to bardzo wpłynęło na moją postawę.

WhatsApp Image 2025 12 17 at 18.17.29 kopia

Co to była za okoliczność?

Na studiach kolega zaprosił mnie do koła studenckiego. Byłam przekonana, że się do tego nie nadaję. A tak fajnie działaliśmy, że zostałam potem przewodniczącą samorządu studenckiego. Dużo się tam nauczyłam, włącznie z tym, jak ważne jest wspieranie ludzi pozostających w cieniu. Osoba, której pozwoli się rozwinąć skrzydła, może stać się potem motorem napędowym dla innych. Może być zapraszana, słuchana i poważana, a jej wpływ na tematy związane choćby z ekologią stanie się istotny. Taka osoba zdziała w swojej społeczności o wiele więcej niż na przykład profesor, który przyjedzie z Warszawy i będzie opowiadał o czymś tak odległym jak katastrofa klimatyczna. Do ludzi trzeba mówić o sprawach bliskich, namacalnych, dziejących się tu i teraz. Straszenie katastrofą i końcem świata jest demotywujące. Dlatego chcemy naszymi działaniami nakierować na drobną zmianę, która zadzieje się tuż za płotem. I nawet jeśli nie poprawi ogólnej sytuacji, to pozwoli nam przystosować się do zachodzącej zmiany.

To jakie będzie Krypno za 10 lat?

Czyli w 2035 roku? Widzę wieś pełną mieszkańców, którzy są otwarci na rozmowę, i nie polegają tylko na gminie, która ma im coś załatwić, ale są w stanie wziąć sprawy w swoje ręce. Widzę Krypno jako miejsce dobre do życia, takie, w którym działają również inne grupy i organizacje ekologiczne i wszyscy dbamy o nasze wspólne dobro. Widzę też tę przestrzeń jako pełną zieleni, a nie betonu, porośniętą drzewami, taką, w której proboszcz, wójt i mieszkańcy potrafią się dogadać choćby po to, żeby zrobić miejsce do wspólnej rekreacji. I że takie inicjatywy wychodzą również od mieszkańców, którzy są słuchani.

Rozmawiały: Natalia Borkowska, Monika Roszak, Marta Smejda, Monika Szewczyk-Wittek

Może Cię zainteresować...

Drugie życie tkanin. Pierwsze spotkanie “Zakorzenionych” w Krypnie

Czytaj więcej

Od teorii do praktyki. Warsztaty „Tylko naturalnie” w Bajkach Zalesie

Czytaj więcej

Dziko z klimatem. Spotkanie o tym, co rośnie obok nas

Czytaj więcej

Wiosenne spotkanie w Górze i wspólna praca w ogrodzie

Czytaj więcej

Przewalanka i spotkanie Zakorzenionych Podlasianek w Szkółce Leśnej Orlik

Czytaj więcej

Kobylin-Borzymy i warsztaty „Hotel dla owadów” w Młynarzówce

Czytaj więcej

Goniądz zaprosił mieszkańców do odkrywania przyrody Doliny Biebrzy

Czytaj więcej

Pszczółczyn pokazał, że nawet deszcz nie przeszkadza w działaniu

Czytaj więcej

Dolistowo i Wroceń połączyły edukację ekologiczną z poznawaniem Biebrzy

Czytaj więcej

Od miodu po rumianek. Naturalne inspiracje w Bajkach-Zalesiu

Czytaj więcej

Co sprawia, że ludzie chcą działać razem? Rozmowa z Iwoną Orłowską

Czytaj więcej

W Górze na Podlasiu zrobiło się naprawdę zielono

Czytaj więcej

Woda cenniejsza niż złoto – regionalna konferencja Zakorzenionych na Podlasiu

Czytaj więcej

Spotkanie w Górze – kobiety, które zakorzeniły się w naturze

Czytaj więcej